Relacja

Złota Polska. Prawie…

Jak powszechnie wiadomo, oficjalnie lato zamienia się w jesień 23 września każdego roku. Tak jest na ogół. Jednak w 2016 sprawy potoczyły się nieco inaczej. Zmiana pór roku przyszła o tydzień wcześniej. Dokładnie 17-go września. Zmiana trwała jakieś trzy godziny. I była gwałtowna…

Jakoś tak się trafiło, że akurat w ten właśnie weekend, pomiędzy 16 a 18 września, odbyła się trzynasta edycja Przejścia Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej im. Daniela Ważyńskiego i Mateusza Hryncewicza. W piątek, o 12.00 w Szklarskiej Porębie na starcie stawiło się 465 osób. Wtedy panował sam szczyt Złotej Polskiej Jesieni.

(fot. Maciej Sulima – Karkonosze, jeszcze lato…)

Ciepło, słonecznie, sucho. Nic nie zapowiadało późniejszej katastrofy. Jeszcze w sobotę, kiedy w południe startowali uczestnicy Połowy Przejścia, warunki nadal były optymalne. Jednak już wtedy pojawiały się pytania czy to się utrzyma i kiedy zacznie padać…

Zaczęło trzy godziny później. I nie przestało aż do końca imprezy. Złota Polska zamieniła się w szarą, ponurą, dżdżysto – deszczową, mokrą i mglistą Jesień. Padało w zasadzie nieprzerwanie aż do końca. Efekt jaki wywołała na uczestnikach ta zmiana pogody był piorunujący. Szybkie przemakanie, odmoczone, odparzone, obtarte stopy to był standard. Do tego przenikliwe zimno, atakujące zmęczone ciała uczestników dokonały dzieła zniszczenia. Rezygnacje wysypały się lawinowo.  

Do godziny 15 w sobotę wycofała się ledwie garstka osób. Ale kiedy Jesień gwałtownie zastąpiła lato, fala rezygnacji zmyła z trasy zarówno Przejścia jak i Połówki około 60% uczestników…

 

(fot. Artur Leszczawski – pogoda tylko częściowo oszczędziła uczestników Małego Przejścia. A przecież tam były dzieci…)

Takie było tegoroczne Przejście i jego Połowa. Dwa oblicza. Przed deszczem i zmoknięciem do mety dotarło około piętnastu uczestników Przejścia. Z krótszej trasy nikt nie miał realnej szansy zdążyć przed Jesienią. Spośród 465 startujących na najdłuższym dystansie, na mecie zjawiło się 191 osób. To oznacza, że 274 osoby musiały w trakcie zrezygnować. Na dystansie krótszym, 168 osób wyruszyło, 85 odpadło a 83 dotrwały do końca. Po zeszłorocznej, dwunastej edycji, kiedy to po raz pierwszy została przekroczona 50 procentowa frekwencja na mecie, wszyscy pewnie liczyli, że taka tendencja się utrzyma. Jednak 13tka okazała się pechowa. Natura pokazała całej naszej Przejściowej społeczności, że to ona tu rozdaje karty. Góry są dzikie, nieprzewidywalne, a warunki w nich  bywają agresywne dla turystów. Góry pokazały jak wiele potrafią wycisnąć potu, krwi i wszelakich soków z tych, którzy próbują je zdobywać w sposób ekstremalny i hurtowy.

1 (fot. Anna Więckowska – Karkonosze, widok z Twarożnika na fragment trasy pod Szrenicą)

Ale to jest piękno tej całej „turystyki”, tego sportu. A także piękno tej imprezy. Mam pewność, że wielu pokonanych w tym roku przez lejące się z nieba potoki i strumienie, wróci za rok. Po to by się zmierzyć ponownie i wygrać. Ze sobą, z aurą, z górami, z Jesienią…

Taki też był Daniel Ważyński. Pierwsza próba pokonania tej trasy odbyła się w 2004 roku. Daniel i jeszcze dwóch kolegów z grupy karkonoskiej GOPR w samym szczycie jesieni stanęli na starcie w Szklarskiej Porębie. Wtedy też padało, lało i padało. Na zmianę. Pogoda wykończyła wszystkich po kolei. Jednak nie trzeba było słów, bo jasne było, że za rok robią to samo i dokańczają trasę. Daniel nie zdążył… W lutym 2005 razem z Mateuszem Hryncewiczem zginęli w lawinie śnieżnej w Kotle Małego Stawu…

 

Można teraz gdybać. Czyżby chcieli nas, na dole postraszyć? Że to nie takie proste… Że góry to nie pole do wyścigów… Być może byli przesądni i chcieli podkreślić pechowość 13-tki? A może zgoła odmiennie – nie mieli wystarczająco siły i władzy by zatrzymać bezpardonowy i niepowstrzymany atak Jesieni? Tak. Możemy pogdybać…

Jak by na to nie spojrzeć, każdy zapamięta tegoroczne, trzynaste Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej im Daniela Ważyńskiego i Mateusza Hryncewicza oraz Połowę Przejścia jako to deszczowe, mokre i mgliste. Tym bardziej, wielkie słowa uznania dla tych, którzy pomimo często kilkunastu godzin brnięcia w tej wilgoci, docierali do granic swoich możliwości. Dla niektórych była to meta, dla innych setny a dla jeszcze innych 65-ty kilometr. Gratulacje i wielki szacunek. Wiemy, że do nas wrócicie, po to żeby za rok wygrać o kilka kroków dalej, lepiej, skuteczniej. Jednak co by nie było, w tym roku…

wygrała Jesień

… w pełnej swojej krasie, z przytupem i bezpardonowo. Pyrrusowe zwycięstwo.

(fot. Wojtek Kubiela – Perła Zachodu i triumf Jesieni)

Dla tych z Was, którzy czują niedosyt i chcą jeszcze na świeżo powalczyć z tą trudną porą roku, i równie trudną trasą, za miesiąc mamy UltraKoltinę. Te same ścieżki, dwa dystanse i wcale niezbyt wyśrubowane limity czasowe. 15-16 października to sam środek jesieni, a zahartowane nogi być może poniosą Was skuteczniej. Dla wszystkich pozostałych pozostaje poczekać cały rok i liczyć, że 14-tka okaże się łaskawsza.

Którąkolwiek z tych dróg wybierzecie, czekamy na Was i serdecznie zapraszamy!!

Maciej Koziński