List

Dostaliśmy bardzo wzruszający i ważny list. Poniżej jego treść:


Szanowny „Lupusie” ?

„…Góry tylko wtedy mają sens, gdy jest w nich człowiek ze swoimi uczuciami, przeżywający klęski i zwycięstwa. I wtedy, gdy coś z tych przeżyć zabiera ze sobą w doliny…”

Andrzej Zawada (pionier himalaizmu zimowego)

Przejście dookoła Kotliny Jeleniogórskiej im. Daniela Ważyńskiego i Mateusza Hryncewicza – coroczny rajd turystyczny, przez który przewinęło się tysiące Uczestników, którzy w tak niezwykłej formie chcieli uczcić pamięć o zmarłych ratownikach.

 A każdy Uczestnik to osobna życiowa historia, to materiał na osobną opowieść.

Piszemy do Pana, do organizatora tej wspaniałej inicjatywy, jaką jest niewątpliwie to Przejście. Zapewne niejednokrotnie, patrząc na uśmiechnięte, skupione, zamyślone twarze Uczestników na starcie, zastanawiał się Pan, jaka jest historia każdego z nich, co skłoniło wszystkich, że poświęcając swój cenny czas, stają na starcie, by rozpocząć swoją weekendową górską  pasję. I nie po to by rywalizować.

Bo przecież prawdziwa pasja to skarb. Pomaga rozwijać umiejętności, daje motywację do działania, pomaga przezwyciężać psychiczne i fizyczne słabości. A cały trud włożony w czasie Przejścia rekompensuje satysfakcja w nim uczestnictwa oraz dzienno-nocne widoki zapierające dech w piersiach.

Chcielibyśmy opowiedzieć kilka słów o Naszym Tacie, a Pana Uczestniku, który w najbliższy  piątek, o g. 10.30, stanie na starcie XVII Przejścia.

Nasz Tata – Zbyszek jest człowiekiem niezłomnym. Po przeżyciach, które mu się przytrafiły pomiędzy kolejnymi Przejściami, nie poddawał się. Podnosił się by walczyć. I wywalczył kolejną szansę zmierzenia się z Przejściem. Wywalczył życie. Dla Rodziny i dla swojej pasji, jaką są GÓRY.

Był 6-krotnym Uczestnikiem Przejścia. Z pasji do gór i przeprowadzce do Kowar zakomunikował, że chciałby wystartować w Rajdzie turystycznym jakim jest Przejście dookoła Kotliny Jeleniogórskiej im. Daniela Ważyńskiego i Mateusza Hryncewicza. 

Przygotowywał się cały rok, czytał, interesował się, kompletował sprzęt, przeprowadzał rekonesanse, ćwiczył po to, by zmierzyć się z czymś, na pierwszy rzut oka, nieosiągalnym. Przecież to jest dystans do przejścia po górach, wyżynach i równinach. To walka z własnymi słabościami. To rosa, mokradła, skały, kamienie, asfalt, piach, kurz, słońce, mróz i deszcz.
140 kilometrowej przygody i tylko 48 godzin na jej przejście!!!

I ruszył na swoje Pierwsze, a już VI Przejście (2009). I na kolejne z rzędu Przejścia VII, VIII, IX i X (2010-2013). I ku naszemu zdziwieniu, wszystkie ukończył. WSZYSTKIE 5 !!!!

Należy podkreślić, Przejścia odbywają się w formule pozbawionej konkurencji. Ich głównym celem jest uczczenie pamięci ratowników górskich, którzy w 2005 roku zginęli w lawinie w Karkonoszach. I uczcił 5-krotnie zostawiając pot, ból kości, ścięgien, stawów, zostawiając głos swojego, silnego serca.

I podczas przygotowań do kolejnego, już XI Przejścia, na trasie słonecznej Przełęczy Kowarskiej, ukąsiła go żmija zygzakowata. Wygrzewała się w słońcu, a nasz Tata zatrzymał się, by napić się wody. I nieopatrznie postawił plecak na jej grzbiecie, zmuszając ją do instynktownej obrony. A jad żmii zygzakowatej to mieszanina kilku substancji uszkadzających układ nerwowy, powodujących martwicę tkanek, zmniejszających krzepliwość krwi, powodujących zaburzenia rytmu pracy serca. 

Trafił do szpitala i…to był pierwszy sygnał do spadku odporności silnego organizmu naszego Taty. Później poważna kontuzja ręki, podanie silnych środków przeciwbólowych, które skutecznie uderzyły w wątrobę, która była już osłabiona wcześniejszą „przygodą” ze żmiją.
Ze zdrowiem było coraz gorzej. W przeciągu paru miesięcy, zdrowy mężczyzna, który pięć Przejść przeszedł na piątkę, który pokonał 700 km w czasie mniejszym niż 200h, stał się osłabionym, nie mającym sił by usiąść, z lekkim oddechem życia człowiekiem.
Diagnoza – zaburzenie czynności wątroby spowodowane przez leki – objawy kliniczne toksycznego uszkodzenia wątroby. Nastąpiła ostra niewydolność wątroby, lekka faza wkraczania w śpiączkę wątrobową i rozmowy dotyczące możliwości jej przeszczepu. A wszystko poza Tatą, do którego nic już nie docierało. Nie miał sił, by coś powiedzieć, spojrzeć. 

Powoli uchodziło z niego życie. Ale nie hart ducha, nie wola przeżycia, walka charakteru.  Walczył, a cała Rodzina z nim. Jego serce waliło, ani na chwilę nie przestawało, nie zwalniało. To była siła, to była chęć życia.

Dzięki własnej determinacji, walki z czasem, po kilku miesiącach usiadł, powstał i powrócił do normalnych czynności życiowych. Zajęło mu to 3 lata. 

I my wszyscy wiemy, że to siła charakteru. Zawsze taki był. Zawsze dążył do obranego celu. Nie ma nic złego w przyznaniu się, że brakuje nam wewnętrznej siły. Ale nie On. Walczył by żyć. Żyje by walczyć. To było jego pierwsze osobiste „Przejście” w walce o życie. Kolejne „Przejście”, które przeszedł, ale nie ostatnie.

I właśnie w 2017 roku stanął na starcie XIV Przejścia. Tak, ten facet, który układał się do wiecznego snu. Ten sam, który 3 lata walczył by żyć, by móc być z Rodziną, by móc stanąć na swoim ukochanym „starcie”. I Jako Uczestnik XIV Przejścia poszedł w samotny Rajd, by zmierzyć się ze swoim organizmem, by udowodnić, że motywacja zwyciężyła osłabienie.
I po całonocnym przejściu 50km odpuścił, rozważnie, odpowiedzialnie, pierwszy raz odpuścił. Ale przeszedł całe Karkonosze, na jednym oddechu, choć nie tak pełnym jak 5-krotnie wcześniej. Zszedł z trasy w Janowicach Wielkich. Zadowolony, zmęczony, z uśmiechem. 

A w niedziele się stawił na mecie. Pierwszy raz nie na swoich nogach, pierwszy raz samochodem. Ale był i witał Uczestników. Z szacunkiem, dumą, z uśmiechem i brawami.

Kolejne przygotowania do XV Przejścia i…kolejna przeszkoda – rozpoznano u niego chłoniaka ziarnistego – nowotwór złośliwy narządów wzroku. Po 2 letnim leczeniu, po wielokrotnej chemioterapii oraz radioterapii ponownie stanął na nogi. I pierwsze o co zapytał lekarza to, czy może przygotowywać się do Przejścia ?

I jest na liście startowej do XVII Przejścia (2020). I będzie na starcie i wierzymy wszyscy, że będzie w niedzielę na mecie. I nie ważne czy o własnych siłach, czy znowu samochodem. Ale będzie na pewno.

Przykład kolejnego zmierzenia się z Przejściem naszego Taty, a Pana Uczestnika, pokazuje jego charyzmę i sprawdzenie swojego organizmu na mega ciężką próbę. 

Wiek, choroby, sytuacja epidemiologiczna…Wszystko to powoduje, że jest coraz trudniej. 

I On doskonale o tym wie. Ale jest też rozważny. Nigdy nie wystawi swojego organizmu na próbę ponad swoje siły. Wie kiedy zluzować, wie kiedy odpuścić. Tylko w sytuacji zagrożenia życia walczył i walczyć będzie z całych sił.

Każdy obiera sobie sam własną ścieżkę i cieszy się tym co lubi. Szanuje każdego, kto ma jakąś pasję i ją realizuje. Nasz Tata oddaje swoje życie Rodzinie i górom, bo to Jego droga! 

Sprawdził to przez 70 lat wędrowania po krętych drogach życia, poznawania, zdobywania i delektowania się każdą chwilą. Bo każdy etap Jego życia był inny. Z każdego wyciągał doświadczenie na życie.

Ktoś kiedyś napisał, że Góry to miejsce wywyższone nad resztą, stamtąd lepiej widać otoczenie, proporcje naszego świata wyglądają zupełnie inaczej, wiele spraw znajduje inne, pomniejszone miejsce w rankingu ważności. Tutaj zmieniają się nasze priorytety, wiele przyziemnych rzeczy odchodzi w zapomnienie. Bo zdobywając upragniony szczyt liczy się tylko walka ze sobą, naszymi słabościami, pokonywanie własnych lęków, niedomagań, ograniczeń. W górach jesteśmy odważni, bo bez hartu ducha trudno byłoby zdobyć wiele szczytów. Kształtujemy swój charakter i poznajemy siebie, swoje ograniczenia.

Cała Rodzina naszego Tatę wspierała i wspierać będzie zawsze. Imponuje nam swoją walką i determinacją. I wiemy, że Góry go ukształtowały, wzmocniły, dodały sił.

I wiemy, że to pomogło Naszemu Tacie przezwyciężyć wszelkie przeciwności losu – pozwoliło przeżyć dla Rodziny, dla pasji do Gór. Ale też i po to, by po raz 7 stawić się na starcie XVII Przejścia i znowu poczuć napływ sił, energii i zadowolenia, że po tej wyboistej drodze życia jest tutaj i może wystartować ku górze, wspinając się po wyżynach swojej pasji.

„Świat wartości w górach jest prosty i przejrzysty dla każdego. Ale jest to absolut piękna i estetycznych doznań. Nie chcesz, nie jedziesz. Nie jedziesz, nie widzisz. Nie widzisz, nie przeżywasz. Wybór należy do ciebie.” 

Piotr Pustelnik (zdobywca Korony Himalajów)

Pozdrawiamy,

dzieci Adrian i Diana


Oczywiście ten list powinien być adresowany do wszystkich osób z Fundacji Przejście Kotliny, osób, bez których zaangażowania nie byłoby Przejścia. Do tych wszystkich, którzy od wielu lat poświęcają swój czas na przygotowanie i przeprowadzenie wszystkich imprez i innych działań Fundacji.

Lupus