Relacja z Przejścia Kotliny Jeleniogórskiej 19-21.IX.2014

Relacja z Przejścia Kotliny Jeleniogórskiej 19-21.IX.2014

Relacja z Przejścia Kotliny Jeleniogórskiej 19-21.IX.2014
Małgorzata Dopierała

Gwoli wstępu…

“Kiedyś ktoś mnie zapytał: – “Dlaczego chodzisz po górach?” Odpowiedziałem, że ludzimożna podzielić na dwa rodzaje:
a) na tych, którym nie trzeba tej pasji tłumaczyć.
b) na tych, którym się jej nie wytłumaczy.” / Piotr Pustelnik

12 godzin po…

Hej, hej, żyję, siedzę(!). Tym razem nie zacznę od stwierdzenia, że “gór mi miło” 😉 Tak więc, po 47 godzinach i 41 minutach przekroczyliśmy z Pawłem metę Przejścia Kotliny Jeleniogórskiej, co oznacza, że przemierzyliśmy na własnych nogach 145 km o łącznej sumie przewyższeń i obniżeń 5500 m. Czas może nie należy do brawurowych, jednakże dla mnie jest to osobisty triumf. Impreza ekstremalna, walka z własnymi słabościami na każdym kroku, pogoda pod psem, tona błona, połoniny mokradeł, tysiące kamieni, odciski, ciągłe boleści tu i ówdzie, 40 minut snu na całej trasie, retoryczne pytania “daleko jeszcze?” (…) Krótko mówiąc, podczas przejścia dokonują się rzeczy niemożliwe, makaron na Różance staje się najlepszym jakim się w życiu jadło, kawa przed Okolą z termosu smakuje niczym z Kolumbijskiej plantacji, kiedy przysypiasz na 10 minut, śni Ci się, że nadal idziesz(sic!), styl damy gubisz w lesie schodząc z nieszczęsnej Okoli, kiedy to rzucasz piękną epicką polszczyzną “co ja tutaj k**** robię?!”, a zakwasy zostawiasz na owianym złą sławą Przedziale, kiedy w tempie ab-normalnym zasuwasz do mety, bo zostały Ci jeszcze 3, 2, 1 kilometr, wiara przestaje mierzyć siły na zamiary Ty mimo to nadal idziesz i w końcu niemożliwe staje się możliwe!! Pot, krew i łzy, a z drugiej strony ile satysfakcji, spełnienia i poczucia świadomości, że ja tego dokonałam BEZCENNE!
W tym miejscu olbrzymie podziękowania dla całej naszej Grupy Wsparcia, zwłaszcza dla tych którzy dotarli do nas na miejsce!! W chwilach kryzysu kiedy wiesz, że za 30 km ktoś na Ciebie czeka, albo masz świadomość, ile osób “idzie” wtedy razem z Tobą, Ty po prostu musisz iść dalej, no to szłam. Dziękuję!

4320 godzin po…

Poszłam, przeszłam, zwyciężyłam. I co dalej…?
…z początkiem Nowego Roku zacznę powoli myśleć o Przejściu. W kwietniu zamiast o nowych, wiosennych pantoflach zacznę rozkminiać, w których to czółenkach iść na Przejście. A może jednak niskie…? Nieee, wysokie. hm… W maju rozpoczną się dylematy, wziąć śpiwór… czy go zostawić. W czerwcu, kiedy śniegi zejdą, wystartuję z cotygodniowymi wypadami w Góry. W lipcu zostanę wyklęta z Towarzystwa, że Gwiazda nad morze nie pojedzie, bo Ona musi trenować… W sierpniu rozpocznę piesze wędrówki do pracy, a tym samym wzbudzę trwogę wśród moich kolegów na hasło “Idziesz z Małgosią…? “. We wrześniu poziom ekscytacji sięgnie zenitu. I kiedy wreszcie nastąpi godzina zero, będzie co będzie, a historia zatoczy koło…

Gwoli zakończenia…
“Kiedyś ktoś mnie zapytał: – “Dlaczego chodzisz po górach?” Odpowiedziałem, że ludzi można podzielić na dwa rodzaje:
a) na tych, którym nie trzeba tej pasji tłumaczyć.
b) na tych, którym się jej nie wytłumaczy.” / Piotr Pustelnik