O tym, jak wyobraźnia potrafi namieszać.

O tym, jak wyobraźnia potrafi namieszać.

O tym, jak wyobraźnia potrafi namieszać. 

 

Podzielę się z Wami opisem dwóch fragmentów mojej próby Przejścia.

Pierwszy figiel przydarzył mi się na odcinku pomiędzy PK 4, a PK 5. Chyba w okolicy Leszczyńca. Sobota. Późne popołudnie, jeszcze względnie jasno. Za to mgła, mżawka i okrutnie mokra trawa. Idę sobie właśnie sama, lekko pod górkę i widzę przed sobą trzech rycerzy na koniach! Trzymają w rękach piki, długie drzewce, czy coś takiego – nie wiem. Przystanęłam, patrzę, mrugam oczami, a oni nadal są! Mało tego – zbliżają się do mnie! Jezus Maria! Film kręcą, czy co ?! A może cofnęłam się w czasie o kilkaset lat?! 

No tak, myślę sobie, przecież pisali na forum, że zwidy to rzecz normalna. Widzi się coś, słyszy się coś, czego w rzeczywistości nie ma. Cóż, droga, szlak dla wszystkich – i dla rycerzy, i dla „Przejściowiczów”. Zbliżamy się ku sobie.Konie okazały się być prawdziwe, a na nich nie rycerze okuci w zbroje, tylko jeźdźcy w czapkach dżokejkach, w butach do jazdy konnej, a w rękach nie długa broń, lecz po prostu lejce. 

Poczułam ulgę. Z konnymi się przywitałam i powiedziałam im, co przed chwilą mi się wydawało. 

Potem dołączyłam do dwóch Panów, z którymi przeżyłam następną psotę wyobraźni. Trochę maszerowaliśmy razem we trójkę, a trochę osobno. Nie wiem jak to się stało, że nawet sobie nie powiedzieliśmy jak mamy na imię. Później się okazało, że jeden z nich to Marcin.

Nie wiem też, jakie mieli numery startowe na plecakach, bo one były przysłonięte pokrowcami przeciwdeszczowymi. 

Przy PK 6 przyklapnęłam na dłuższą chwilkę. Skorzystałam z gorącej kawy, zjadłam serwowane ciasteczko. W międzyczasie zjawiła się tu grupka 5-6 osobowa. Zameldowali się, pogadali trochę i poszli. Z ich rozmowy dowiedziałam się, że zaraz za Okolem jest DUŻA, WRĘCZ OGROMNA, MYŚLIWSKA wiata, w której można się przespać. 

W kierunku Okola szliśmy w trójkę: Marcin, ten Drugi i ja. Jak daleko stąd do Okola? Nie wiedziałam, bo nigdy tu w życiu nie byłam. Co znaczyło pojęcie „zaraz za Okolem jest DUŻA, WRĘCZ OGROMNA, MYŚLIWSKA wiata” też niewiele mi mówiło.  

Idziemy. „Ciamkamy” butami w błotnistej drodze. Ciemno. Wyobraźnia działa. W głowie mam słowa: DUŻA wiata, a więc na kilkanaście osób. MYŚLIWSKA, a więc będzie porządna. Idę i myślę: może z podłogą z desek? Może z drzwiami? No przecież MYŚLIWSKA to pewnie dobrze chroniąca przed deszczem, wiatrem, zwierzętami. MYŚLIWSKA – to może z paleniskiem po środku? 

Wdrapaliśmy się na Okole. Schodzimy. Oczywiście jest mokro, ciemno i ślisko. Teraz we trójkę wypatrujemy sypialni – tej DUŻEJ, WRĘCZ OGROMNEJ, MYŚLIWSKIEJ. 

Wyobraźnia pracowała nam chyba podobnie, bo każda skała wydawała nam się ścianą wiaty, każde skupisko gęsto rosnących drzew – tak samo. 

I za jakiś czas dotarliśmy do tej DUŻEJ, WRĘCZ OGROMNEJ, MYŚLIWSKIEJ ! 

Kto ją widział, kto ją mijał, kto tam odpoczywał, to wie jak to wygląda. 

Kto nie dotarł tam, bądź ją po ciemku przeoczył wyjaśniam:DUŻA, WRĘCZ OGROMNA, MYŚLIWSKA  jest dachem spadzistym wspartym na ośmiu, czy dziesięciu słupach. Pod dachem jest kilka długich stołów i ław. 

Nie ma drewnianej podłogi! Nie ma ani jednej ściany, więc nie ma i drzwi! A palenisko po środku? No sami już wiecie…………… 

W tej DUŻEJ, WRĘCZ OGROMNEJ, MYŚLIWSKIEJ sypialni na stołach i ławach leżało kilka osób szczelnie otulonych kołderkami z folii NRC. I dla naszej trójki znalazły się jeszcze miejsca do spania. Poukładaliśmy się, poszeleściliśmy naszą pościelą, pogasiliśmy nocne lampki (znaczy czołówki) i za chwilę urwała się jaźń……… 

Nie sądziłam, że usnę w mokrym ubraniu, w butach przemoczonych, w mokrych skarpetach, w czapce, w rękawiczkach z plecakową poduszką pod głową. 

Obudziło nas zimno. 

Mnie dodatkowo głód i telefon od męża. 

Radośnie, wesoło ze śmiechem dalej nam się szło. Każdy opowiedział o swoich wyobrażeniach co do miejsca z określeniami DUŻA, WRĘCZ OGROMNA, MYŚLIWSKA!

 

Jolanta Książek