Wędrówka

Wędrówka.

 

Lubię wędrowanie. Lubię zmęczenie, które łapie człowieka po górskiej wędrówce. Lubię satysfakcję, gdy mogę podziwiać widoki ze zdobytego szczytu. I lubię swój zdrowy rozsądek, który nie raz podpowiedział mi o rezygnacji z wędrowania – wtedy gdy dalsze maszerowanie staje się niebezpieczne. Lubię góry. Lubię i szanuję je. Mam świadomość, że to one są wielkie a ja mała. Wędrując mam zawsze taką myśl, że to góry pozwalają mi na poznanie ich. Mogę mieć super kondycję i niezłe przygotowanie. Mogę zdobyć szczyt i powiedzieć „Jestem wielka! Zdobyłam to co zamierzałam!”. Ale podziwiając widoki z tego szczytu, patrząc na świat dookoła zmieniam zdanie „Jestem mała! To one, góry są wielkie”.

W górach jest wszystko co lubię, dają mi radość, pozwalają odetchnąć, porządkują rozwiane myśli. Tu wypoczywam.

 

Podczas wędrówek, które miały przygotować mnie do VIII Próby oraz w czasie samego wrześniowego Przejścia po głowie zaczęła mi krążyć myśl, że Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej to takie „życie”. Życie w pigułce. W czasie 48 godzin dane jest nam, uczestnikom podejmującym wyzwanie, poznać emocje z którymi styka się każdy człowiek. Nie jest ważne kim jest, gdzie mieszka, ile ma lat i co lubi. Emocje, to złe i dobre, dotykają każdego.

 

Życie. Zaczyna się od oczekiwania. Jest nadzieja związana z narodzinami. Kolejne lata to poznawanie świata i nowych rzeczy, radość i entuzjazm, zmęczenie, łzy i bezsilność. Lata życia dają nam doświadczenie i wiedzę, którymi możemy się dzielić. I każde życie kiedyś ma swój kres. Musi wiec być i koniec.

 

Oczekiwanie. Każdy z uczestników czeka. Czekam na zapisy, czekam na noc szybkich palców Smile, czekam na wrzesień. Ale największe oczekiwanie zaczyna się gdy to wielka grupa zapaleńców zbiera się w jednym miejscu. Gdy zaczyna się zerkanie na zegarek. To już? Ile jeszcze? Zaczyna buzować adrenalina. Przez głowę zaczynają pędzić myśli – jak będzie, jak iść, szybko, powoli, swoim tempem czy dać ponieść się tłumowi. Niby wszystko ustalone i w głowie poukładane było – ale to oczekiwanie, coraz bardzie niecierpliwe daje o sobie znać. W końcu jest! Wybija 19.59! Jest minuta na którą czekamy! Minuta dla której warto tam być. Minuta dla której prawdziwe staje się twierdzenie, że żyjemy tak długo, póki ktoś nas pamięta…

 

Radość. Radość wybucha o godzinie 20! Trzy-dwa-jeden start! Wędruję. Razem ze mną prawie 300 osób. I każdy jest pewnie przekonany, że da radę. Że przejdzie tyle ile sobie wymarzył. Że będzie miał siły, że nic mu się nie stanie. Że przejście jest super. Wesoła grupa zmierza ku Hali Szrenickiej. Ci którzy idą po raz pierwszy chłoną chwile, Ci którzy idą po raz kolejny porównują nowe przejście do lat ubiegłych. I wyczekują ryków jeleni w ciemności Smile. Po raz kolejny zachwycam się światełkami uczestników. Po raz kolejny podziwiam oświetlone miasta. I nie jest ważne czy widzisz je po raz pierwszy czy kolejny rok z rzędu – tak samo cieszą mnie i wielu innych. Entuzjazm wzbudza zdobycie pierwszego punktu kontrolnego i herbata w Domu Śląskim. Radość dają rzeczy, których nie doceniamy na co dzień.

 

Kolejne kilometry przynoszą nowe, życiowe doświadczenia. Przebyta droga nieuchronnie niesie ze sobą zmęczenie. Chyba trudno spotkać uczestnika, którego nie dopada większe lub mniejsze zniechęcenie. Przejście, podobnie jak i życie, daje „popalić”. Dokucza zimno, pęcherze, ból i kontuzje. Bezsilność, której można doświadczyć jest okropna. Chciałbyś iść dalej ale zdrowy rozsądek mówi głośno i stanowczo NIE. Jest i nadzieja. Przychodzi gdy zafundujesz sobie przerwę i krótki odpoczynek w wędrowaniu. Nadzieja pozwala wierzyć, ze skoro teraz się nie udało, w przyszłym roku będzie lepiej. A każdy kolejny rok wędrowania to doświadczenie i wiedza. Tak jak w życiu każdego z nas! Każde kolejne przejście daje wiedzę nie tylko o tym jak przygotować się do następnego wędrowania i co zapakować do plecaka. Każde kolejne przejście to nie tylko doświadczenie w nawigacji, w szybkim i bezproblemowym odnajdywaniu trasy przejścia. Każde kolejne przejście daje nam przede wszystkim wiedzę o sobie. Pozwala poznać swoje słabości, cieszyć się realizacją marzeń, planować jak będzie za rok.

 

A śmierć? To też element życia, co wspólnego ma z przejściem? Ośmielam się napisać, że gdyby nie śmierć imprezy takiej jak Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej mogłoby nie być. Góry zabrały dwóch chłopaków, zapaleńców, pełnych szalonych pomysłów. To oni wymyślili to wędrowanie. Nie udało im się dokończyć tego co zaplanowali. Mieli jednak równie szalonych przyjaciół, którzy kontynuowali to co zostało rozpoczęte. Czy gdyby Daniel i Mateusz dziś wędrowali by po górach Przejście odbywałoby się? Nie wiem. Wiem jednak, że ich odejście dało początek tej wspaniałej imprezie.

 

Przejście Dookoła Kotliny. Takie życie w pigułce pełne skrajnych emocji. Od każdego uczestnika zależy które emocje nim zawładną. Podobnie jak w życiu. Dane mi było wędrować już 2 razy. Wiedza o sobie i realizacja swoich marzeń – bezcenne. Nadzieja na dalsze wędrowanie i kolejne przejścia. Radość, że odważyłam się i startuje. Negatywne emocje? Jako realistka twardo stąpająca po ziemi wiem, że czasami, w małych ilościach i one się przydają. I w życiu. I podczas przejścia.

 

Agnieszka Wieliczko

 

 

Krótkie wyjaśnienie.

Gdybym dokładnie chciała opisać jak wyglądało moje wędrowanie podczas VIII próby wystarczyłoby proste „deja vu”. Stwierdzenie to jednak nie spełniałoby kryteriów relacji Smile