Przejście, czyli tam i z powrotem

Przejście, czyli tam i z powrotem

Przejście, czyli tam i z powrotem


Moja relacja z Próby Przejścia Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej 2010 krótka będzie – bo i krótkie było moje wędrowanie. Swoje pierwsze przejście zakończyłam już w Janowicach Wielkich. Wiele bym mogła pisać: czemu tak krótko, czemu tak wolno, dlaczego nie dalej, itp. itd. Mogę szukać usprawiedliwienia, mogę się tłumaczyć. Po przejściu wiem, że szukanie “dziury w całym” nie ma aż tak wielkiego znaczenia – najważniejsza jest sama próba i wystartowanie; świadomość, że bierze się udział w świetnej imprezie; przekonanie, ze czegoś się nauczyłam – o sobie i o innych; i nadzieja, że w przyszłym roku też wystartuję.

Hmmm, początek tej mojej relacji coś górnolotnie wyszedł – wiec może zacznę od początku…
O samym przejściu dowiedziałam się we wrześniu 2009. Było mi dane spotkać dziewczyny, które właśnie wróciły z Przejścia 2009 i opowiadały, opowiadały, opowiadały. A ja ciągle dopytywałam się i prosiłam o więcej opowieści. Wysłuchiwałam ich relacji, streszczeń, wrażeń. I już wtedy nabrałam przekonania – muszę i ja spróbować. Wystartuję. Przez cały rok śledziłam stronę przejścia i zaczytywałam się w dyskusjach prowadzonych na forum Przejścia. Oglądałam wiele razy zdjęcia na stronie. I czekałam, najpierw na informacje o nowym terminie, potem na północ 1 czerwca 🙂 I udało się! Numer 274! Zostałam uczestnikiem Próby Przejścia 2010! Aerobik, bieżnia, wędrówki po górach. Nawet pływać się nauczyłam – w 35 roku życia 😉 Krótko mówiąc – przygotowania pełną parą. Ziarno niepokoju wzbudziła we mnie mapa z wcześniejszego przejścia – ‘trzymałam’ w rękach 145 km i chochlik zaszeptał – no coś Ty! To nie jest możliwe! Na co Ci to? I tak nie dasz rady! Mapa z chochlikiem została więc odrzucona w kąt. A ja odliczałam dni do Przejścia. Pewnie moi przyjaciele i znajomi też skrycie skreślali dni – z myślą: niech w końcu pójdzie i przestanie w kółko gadać o jednym 🙂

I doczekałam się dnia rozpoczęcia Przejścia Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej 2010. I w tym miejscu powinnam rozpocząć pisanie relacji właściwej. No to do dzieła!

WRAŻENIE 1
Każdy z uczestników i sympatyków Przejścia pewnie wie, ze Przejście ma na celu upamiętnienie dwóch ratowników Grupy Karkonoskiej GOPR: Daniela Ważyńskiego i Mateusza Hryncewicza. Na stronie wyczytałam, że każde Przejście zaczyna się minutą ciszy – dla chłopaków. 17 września 2010 – godz. 19.59. Pan odlicza czas i prosi rozgadany, podekscytowany i ucieszony perspektywą wędrowania tłum o minutę ciszy. Głupio się przyznawać ale pomyślałam wtedy “Lolek, coś Ty, w życiu tych 270 osób nie zamilknie jednocześnie. Co najwyżej się uciszą”. I wtedy stało się coś dziwnego. Ty było właśnie moje niesamowite pierwsze wrażenie z Przejścia. Rozgadany tłum zaczął mówić coraz ciszej, zaczął szeptać i w końcu zamilkł. Ta cisza była niesamowita. Cisza dla chłopaków.
Nie wiem jaki procent uczestników Przejścia znał osobiście Daniela i Mateusza – ja nie. Ale po tej niesamowitej minucie, oni, siedząc gdzieś tam wysoko w górze, pewnie od razu zorientowali się, ze Przejście się rozpoczyna i czas zacząć dopingować uczestników.

WRAŻENIE 2
Nigdy nie próbowałam wędrować po górach nocą. Bo to niebezpieczne, bo ciemno, bo zimno. Wilki zjedzą albo jakiś niedźwiedź wyskoczy…
Ciemno? Przecież prawie 270 osób oświetla drogę! Niebezpiecznie? Jak zawołam “POMOCY”, to 270 teoretycznie chce mi pomóc – przecież wszyscy własnoręcznie podpisali regulamin i przeczytali punktu 6.11 🙂 Wilki? Przecież tam przy laptopie siedzi jeden, SMSy ma odbierać, nie może być źle. Niedźwiedzie? Toż to te jelenie, które gdzieś tam na trasie muczały-ryczały, dawno już misie pogoniły. W Bieszczady może. Drugie wrażenie z Przejścia – wędrówka nocą po Karkonoszach jest niezapomniana. Pewnie napiszę teraz tak jak wielu już pisało: że widok przemieszczających się światełek jest niesamowity, że miasta widoczne z góry podczas nocnej wędrówki są super oświetlone, no i Dom Śląski – co roku wychwalony na forum – teraz i ja go wychwalam za herbatkę i żurek. I za ciepło, które daje wędrującym.

WRAŻENIE 3
SMS – krótka wiadomość tekstowa. Tak mówi definicja. A co ma SMS do wrażeń z Przejścia? Te krótkie wiadomości tekstowe dawały mi ogromną siłę. Przed wyruszeniem w trasę prosiłam rodzinę, przyjaciół, znajomych o kibicowanie, trzymanie kciuków, machanie nogami by łatwej się szło i dmuchanie co sił, tak by wiatr pomagał. I o SMSy. Nigdy nie sądziłam, że będą miały one taką moc! Gdy pojawiały się pierwsze oznaki zmęczenia, gdy na Śnieżkę przyszło mi wdrapywać się dwa razy (serio, serio, kiedyś opowiem dokładnie), gdy przyszło mi wędrować samej – wtedy telefon komórkowy dawał znać. I tu moje kolejne wrażenie – takie może nie do końca bezpośrednio dotyczące przejścia – czasem wystarczą dwa, trzy krótkie zdania i od razu człowiekowi jest lepiej. Od razu nabiera sił. Szłam sama ale wiedziałam, ze sama nie jestem. Gdzieś tam daleko bardzo wielu ludzi myślało o mnie, pomagało mi, zachęcało i dopingowało do dalszego dreptania. Za to, po raz kolejny, wszystkim Wam dziękuję!!!

WRAŻENIE 4
Organizacja Przejścia. Tu zamieszczam kilka ochów i achów skierowanych w stronę Organizatorów i wszystkich dzięki którym Przejście 2010 się odbyło. Moje wrażenia dotyczące przygotowania tej imprezy to jedno słowo: super-hiper-mega-rewelacja! Nawet jeśli człowiek chciałby z trasy przejścia zdezerterować ukradkiem, to coś mi się zdaje, że byłby to nie lada wyczyn 😉 Świetna atmosfera podczas rejestrowania się i sprawdzania tego co obowiązkowe – przed wyruszeniem, odhaczanie kolejnych punktów kontrolnych i świadomość tego, że skoro punkt kontrolny został zdobyty, to ten poprzedni już o tym wie, kolejny już na Ciebie czeka. Przekazywanie informacji między punktami, transport tych co nie zawędrowali do końca, sprawdzanie list, gdzie się było, gdzie jest, gdzie będzie. Pewność, że mogę liczyć na pomoc (w razie spotkanie tego wilka, niedźwiedzia lub innej niespodziewanej przygody). Jakie wrażenia? Podziw dla profesjonalizmu organizatorów!

WRAŻENIE 5
Klimat Przejścia. O tym wielu pisało wiele wielkich słów. Atmosferę jaka panuje na przejściu trudno mi ubrać w słowa. Bo jak opisać wrażenia, gdy ktoś kogo nie znasz tak po prostu zaczyna z Tobą rozmowę? Jak opisać wrażenia, gdy ktoś obcy pomaga Ci w czasie wędrówki? Ktoś kogo nie znasz kibicuje Ci, zachęca do dalszego dreptania. Niesamowite przeżycie, gdy człowiek sam potrafi innego ‘ludzia’ zmobilizować. Że potrafi go przekonać do dalszego wysiłku i dalszych zmagań – z trasą, ze swoimi słabościami, z samym sobą. Wrażeń dotyczących klimatu i atmosfery przejścia nie potrafię prawdziwie opisać – tam po prostu trzeba być.

I to chyba na tyle mojej relacji. Miała być krótka – wyszła trochę dłuższa. Nie pisałam o tym dlaczego zakończyłam Przejście już w Janowicach Wielkich. Bo tak widocznie było mi pisane. Ale nawet ten odcinek trasy, który pokonałam, nauczył mnie wiele. Że wsparcie bliskich i przyjaciół ma wielką moc, że warto walczyć o własne marzenia i plany, że więcej wiem o sobie niż przed 17 września. I wiem jeszcze jedno – w przyszłym roku też wystartuje.

Przejście, tam i z powrotem. Starujesz, wędrujesz i kółko zrobione. Wracasz z powrotem do tego samego miejsca. I za rok, jeśli Ci dane to jest, znów zaczynasz od początku. Dla siebie , dla innych, bo warto…

Agnieszka Wieliczko