Przejście, obejście czy jak wy się tam nazywacie…

„Przejście, obejście, czy jak wy tam się nazywacie…, czyli krótka relacja z VII Przejścia Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej.

{gallery}7p/relacja{/gallery}
Kiedy w 2004 stanąłem przy dolnej stacji wyciągu krzesełkowego na starcie tej trasy, myślałem – pójdziemy sobie na wycieczkę. Fajne ekstremalne wyzwanie. Razem ze mną stał Daniel Ważyński i Gniewko Oblicki. Kiedy w 2010 roku na starcie stanęło 300 osób, a ja wspólnie z Bartkiem Podkańskim i grupą zapaleńców z Grupy Karkonoskiej GOPR i nie tylko, staliśmy się organizatorami, pomyślałem – szkoda, że nie wymyśliliśmy tego wcześniej. Niesamowita atmosfera, wręcz eteryczność całego przedsięwzięcia zapiera dech w piersiach. To nie jest najtrudniejsza tego typu impreza w Polsce. Nie jest też najdłuższa, najliczniejsza, nie ma też żadnych nagród, nawet dla tych którzy ukończą. Ale jednak, kiedy 1.06.2010 punktualnie o północy została otwarta rekrutacja, proces zapisów 250 osób trwał 15 minut! Chętnych, którzy nie zdążyli było na pewno drugie tyle.
Więc kiedy podczas jednej w wielu rozmów przy pomocy łączności Górskiego Pogotowia, wykorzystywanej przez organizatorów, jeden ze starszych, ale doświadczonych i bardzo szanowanych ratowników, wywołał nas (organizatorów przejścia przyp. Autora) przy pomocy stwierdzenia: „przejście, obejście czy jak wy tam się nazywacie…”, zacząłem się zastanawiać jak długa droga prowadzi od ciekawego pomysłu, do wielkiej, ogólnopolskiej imprezy i, z powrotem do zapomnienia.
Oczywiście nasz kolega ratownik podał ten komunikat w formie żartu i ironii, niemniej pytanie pozostało. Do przejścia jest 145 kilometrów. Po górach. Majestatyczne Karkonosze, niesamowite Rudawy Janowickie, nieokiełznane Kaczawy i dzikie Izery. To wszystko w zaledwie 48 godzin. Ponad 5 kilometrów podejść i zejść. I na końcu, ci którzy dochodzą, otrzymują co? Ano nic. Uścisk dłoni, gratulacje od kilku osób, ciepła herbatka. Tyle! Taki wysiłek i nic w zamian. Czy na pewno?
A gdzie idea, gdzie walka, gdzie misternie wygrywane pojedynki z własną psychiką, która mówi dość, a oni (uczestnicy) mówią: nie, jeszcze kawałek! Gdzie te wszystkie przyjazne gesty, kiedy nie znani sobie ludzie pomagają sobie na trasie? Wreszcie gdzie pamięć dla Chłopaków, ku pamięci którym impreza jest organizowana!
Te wszystkie rzeczy składają się na ogromną popularność przejścia kotliny. Tu na trasie nikt nikomu kłody nie podłoży, bo nawet jak dojdzie szybciej to i tak nic z tego nie wyniknie. To, że niektórzy zapaleńcy idąc na sportowo, „wykręcają” świetne czasy, kiedy drudzy w pełni wykorzystują dane im 48 godzin i na spokojnie dochodzą do mety – powoduje, że wszyscy stają się równi!! Doskonałym przykładem jest Artur Wójcik, który co roku dochodzi jako jeden z pierwszych do mety, a później, po szybkim prysznicu i odpoczynku wraca na trasę żeby dopingować pozostałych. Wszyscy, który doszli to jedna wielka grupa – „ci którzy ukończyli”, nie ważne czy szybko, czy wolno. Biegnąc czy idąc. Śpiąc czy idąc non-stop. W trampkach, sandałkach, czy ciężkich górskich butach za kostkę.
Wszyscy zaś, którzy stanęli na starcie to zwycięzcy – bo podjęli próbę. Ruszyli, podnieśli rękawicę i stanęli do walki. Pozwolili nogom nieść się niezależnie od pogody, warunków, odcisków, odnowionych kontuzji, otarć, skurczów i innych dolegliwości.
Ludzie często przychodzą, żeby się sprawdzić, zobaczyć czy są zdolni to zrobić. Inni, na ogół ci którzy już przeszli, próbują zrobić to inaczej – szybciej, z lżejszym plecakiem, bez snu. Jeszcze inni przychodzą po to żeby zdobyć doświadczenie. Żeby za rok wiedzieć co wziąć a czego nie, co jest potrzebne, a co raczej zbędne. No i są też tacy, którzy są tu dla Chłopaków, jak to się przyjęło mówić. Czyli dla Mateusza i Daniela. Na ogół są to osoby ze środowiska Górskiego Pogotowia. Dwóch naszych kolegów szło dla nich tylko Karkonosze, bo w sobotę rano musieli iść do pracy w Karpaczu. To byli Grzegorz Tarczewski i Kamil Kowalski. Inny nasz kolega, Szymon Wierzbicki, był jednym z ratowników, którzy z dobrej woli zabezpieczali medycznie Przejście. Kiedy go spotkaliśmy na jednym z punktów, powiedział, że robi to dla Daniela – „…w końcu siedziałem z nim w jednej ławce…”. Nie mógł uczestniczyć, więc chociaż w ten sposób chciał coś dla Chłopaków zrobić.
Gdyby tak zadać każdemu z uczestników jedno proste pytanie: po co? Po co to robisz? Otrzymalibyśmy, jak podejrzewam, 300 różnych, krótszych lub dłuższych historii, opowieści, ale każda miała by inny wydźwięk, inne znaczenie, inną ideę… Na tym polega magia imprezy. Czuć na starcie te wszystkie 300 pomysłów celów, założeń, własnych ambicji i pragnień. I te wszystkie 300 ludzkich wymysłów krąży nad głowami startujących, przenika się, ściera, ale jedna rzecz się nigdy nie zdarza! Nigdy żaden z tych pomysłów nie wyklucza innego! Nad tym czuwają zawieszone powyżej dusze Chłopaków. Na starcie, trasie i mecie nikt z nikim się nie kłóci, nikt nie ma nikomu nic do zarzucenia. A magia tych wszystkich zawieszonych idei krąży i udziela się innym, postronnym kibicom, organizatorom. I zawsze punktualnie o 20.00 te zgromadzone, eteryczne, zwiewne mgnienia ludzkich umysłów wychodzą z placu startowego, ale jeszcze długo po weekendzie przejściowym czuć je wszędzie, gdzie jest coś wspólnego z Przejściem.
Chętnych nie zabraknie. Ta impreza nie pójdzie nigdy w zapomnienie. Ta impreza – Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej im. Daniela Ważynskiego i Mateusza Hryncewicza – jest chroniona siłą wyższą, magiczną. Przejście będzie zawsze!

P.S. Dla ścisłości: wystartowało w tym roku 271 osób, z czego 111 dotarło do mety i zamknęło pętle. Niektórzy po raz pierwszy, niektórzy po raz kolejny. Jedni szybciej inni wolniej. Nie sposób w takim artykule wymienić wszystkich. Szczegółowe informacje na stronie internetowej www.przejsciekotliny.org

Zapraszać nie musimy. Będziecie z nami i z Chłopakami!
Autor: Maciej Koziński
Zdjęcia: zdjęcia od Uczestników i Sympatyków Przejścia