44% skuteczności

44% skuteczności

– Dlaczego tak dużo ludzi startuje w waszej imprezie?
– Nie wiem. Nie mam pojęcia, skąd się bierze tylu chętnych…

Taką odpowiedź dostał redaktor Andrzej Szpak od jednego z organizatorów imprezy. To oddaje zdziwienie Grupy Karkonoskiej GOPR liczbą chętnych, którzy chcą brać udział w tej ciekawej próbie. Z roku na rok zainteresowanie imprezą rośnie: 2004 – 3 osoby, 2005 – 5, 2006 – 21, 2007 – 119, 2008 – 161, 2009 – 232. Od skromnej wycieczki trójki kolegów, ratowników z Grupy Karkonoskiej, do wielkiej, międzynarodowej imprezy minęło zaledwie sześć lat. Czego się spodziewać w przyszłości?

Rekrutacja zaczęła się w połowie czerwca. W ciągu pierwszych dwóch godzin zapisało się 80 osób, a trzeba dodać, że były to godziny w samym środku nocy. Pierwsza tura zapisów zakończyła się w niecałe dwa dni. Na drugą rekrutację ludzie wręcz polowali. Trwał wyścig o to, by móc przez 48 godzin sprawdzać swój organizm i niszczyć swoje własne nogi…

Na trasie pierwsze małżeństwo, które ukończyło Przejście, państwo Rudniccy z Krotoszyna
{gallery}6p/sudety/1{/gallery} Remigiusz Sobolewski na trasie przez Góry Izerskie
{gallery}6p/sudety/2{/gallery} Miłość psa jest doprawdy bezwarunkowa, pierwszy pies – Czarek, który całą próbę towarzyszył swojemu panu {gallery}6p/sudety/3{/gallery} W czasie 28 godzin 20 minut ukończyła Przejście najszybsza przedstawicielka płci pięknej, Sabina Giełzak. Na zdjęciu Sabina na trasie w Górach Kaczawskich i smakująca zwycięstwo (oraz herbatkę Lipton) na mecie {gallery}6p/sudety/4{/gallery} Od trzech lat bezapelacyjnie najbardziej malowniczą grupą uczestników Przejścia są przedstawiciele zagłębia miedziowego (na zdjęciu pierwsza dwójka). Humory im zawsze dopisują, a i kondycji wielu mogłoby pozazdrościć – na 100. kilometrze potrafią jeszcze zaśpiewać chóralnie na powitanie fotoreportera {gallery}6p/sudety/5{/gallery} Trzy razy Przejście zaliczyło już sześć osób. Do Mateusza Dejnarowicza (brak go na zdjęciu, w tym roku zasilił szeregi organizatorów) dołączyli następni: na skrzydłach miedziowcy – na lewym Mirosław Bawolski, na prawym Waldemar Kraśkiewicz, w środku Maciek Kalisz i Gosia Tofiluk. Na zdjęciu brak także Mirka Wiry – w tym czasie odpoczywał już w domu {gallery}6p/sudety/6{/gallery}

W końcu tych 250 szczęśliwców dostało się na listę startową i w piątek 18 września już od wczesnego popołudnia zaczęła przybywać pod dolną stację wyciągu w Szklarskiej Porębie fala uczestników. Impreza się rozrasta i było to widać w tym roku. Wielki namiot GOPR-u, namioty innych sponsorów, znajdujący się przy dolnej stacji wyciągu krzesełkowego w Szklarskiej Porębie Szałas Żywiecki, wiele aut i sztab ludzi. Tak wyglądała organizacja Przejścia w tym roku. I pomyśleć, że ledwie trzy lata temu – w 2006 r. – cała organizacja w trakcie trwania Przejścia to był jeden samochód i… jeden człowiek! W tym roku wszystko było większe, mocniejsze, liczniejsze i sprawniejsze, ale inaczej być nie mogło, gdyż zapanowanie nad 250-osobowym tłumem oraz zapewnienie bezpieczeństwa w górach nie należy do łatwych zadań!

Jednym z najciekawszych przeżyć jest widok tych wszystkich startujących, kiedy tuż po 20.00 wyruszają jeden za drugim na trasę. Wygląda to tak, jakby niekończący się ciąg światełek zmierzał w stronę jakiegoś nieokreślonego celu w ciemnościach. Często w milczeniu, niektórzy samotnie, niektórzy w parach, inni jeszcze w grupkach. Podobny widok jest w środku nocy z najwyższego szczytu Karkonoszy. Patrząc ze Śnieżki przez czarny szlak i Równię pod Śnieżką w stronę Słonecznika i Smogorni, widać właśnie tylko i wyłącznie światełka. Szybsze i wolniejsze, pojedyncze i zgrupowane, bliższe i dalsze, ale nieskończone, napływające skądś i odpływające gdzieś w dal.

Już na początku wyłoniła się grupa, która chciała złamać magiczną barierę 24 godzin. Za nimi szli ci wszyscy, którzy chcieli szybko przejść Karkonosze. Natomiast ci, którzy planowali w pełni wykorzystać 48 godzin, szli swoim tempem i wykorzystywali wszelkie dobrodziejstwa, jakie dają górskie schroniska. Pod tym względem rok 2009 był wyjątkowy. Wszystkie schroniska na trasie w pełni zasłużyły na miano „górskich”. Hala Szrenicka witała tych, którzy po pierwszym podejściu zdecydują się na ciepłą herbatkę. Przy Odrodzeniu na uczestników czekała grupka kibiców ze schroniska, którzy wystawili wodę do picia, wspierali idących głośnym dopingiem oraz zapraszali na ciepłe posiłki i napoje do schroniska. W Domu Śląskim czekała na uczestników darmowa herbatka oraz bar wydający ciepłe zupy czy bigos. Na Śnieżce także otwarty bar zachęcał tych, którzy właśnie tu zdecydowali się odpoczywać. Na koniec Karkonoszy zapraszały uczestników otwarte drzwi w Schronisku na Przełęczy Okraj. Wielkie podziękowania i brawa dla właścicieli schronisk za to, że w środku nocy czekali na strudzonych i zmęczonych Karkonoszami uczestników Przejścia.

W tym roku wyjątkowo dopisała pogoda. Cały weekend karty rozdawał wyż. Oznaczało to bezchmurne niebo, wysokie temperatury w dzień, ale i mocne spadki w nocy oraz poranną, bardzo dokuczliwą rosę. Nie było to jednak porównywalne z zeszłorocznym huraganowym wiatrem oraz marznącym deszczem w Karkonoszach czy z mżawką, która towarzyszyła wędrowcom przez cały drugi dzień tamtej edycji. Dobra pogoda spowodowała znaczne zwiększenie szans uczestników na ukończenie próby.

Ale mimo sprzyjającej pogody, mimo doświadczenia niektórych uczestników, nie udało się nikomu ukończyć Przejścia w czasie krótszym niż doba. Można jednak powiedzieć, że padł nieoficjalny rekord. Najszybszy uczestnik zameldował się na mecie po 25 godzinach i 20 minutach, to o 1.40 mniej niż zeszłoroczny najlepszy czas. Tym uczestnikiem był Mirosław Kot z Warszawy. Natomiast w czasie 28 godzin 20 minut ukończyła Przejście najszybsza przedstawicielka płci pięknej, Sabina Giełzak, z miejscowości Wódka. Wielkie brawa dla tej niezwykle twardej Damy.

W tym roku Przejście dookoła Kotliny Jeleniogórskiej ukończyła rekordowa liczba 95 osób, w tym 11 kobiet, co także jest rekordem. Próbę podjęły 232 osoby, tak więc w końcu, po sześciu latach istnienia imprezy, została złamana bariera 33% skuteczności. W tym roku udało się ponad 40% uczestników zamknąć tę magiczną, górską pętlę.

A po co to wszystko? W 2004 r., w pierwszej trójce, która wymyśliła trasę i jako pierwsza się z nią zmagała, był Daniel Ważyński. Wtedy nikomu się nie udało, ale cała trójka obiecała sobie, że za rok, w podobnym terminie spróbuje jeszcze raz. Niestety tragiczna śmierć Daniela wraz z Mateuszem Hryncewiczem w lawinie śnieżnej 8 lutego 2005 r. odebrała tę szansę jednemu z inicjatorów i pomysłodawców próby. Ale pozostali dwaj koledzy z pierwszego przejścia oraz trzech debiutantów z Grupy Karkonoskiej GOPR stawiło się przy Marysieńce w pewien jesienny wieczór, w rok po pierwszej próbie. Dwóch z nich zamknęło tę arcytrudną górską pętlę i dokończyło niespełnione marzenie Daniela. I wtedy też zostało postanowione, że tak będzie co roku. W ten sposób narodziła się impreza, której popularność przekroczyła już granicę Polski.

Życzymy wszystkim uczestnikom, sponsorom, Grupie Karkonoskiej GOPR oraz wszystkim, którzy w jakimś stopniu przyczynili się do sukcesu tej wspaniałej imprezy, żeby co roku spotykali się pod dolną stacją wyciągu krzesełkowego w Szklarskiej Porębie na starcie i mecie Przejścia dookoła Kotliny Jeleniogórskiej im. Daniela Ważyńskego i Mateusza Hryncewicza.

Tekst Maciej Koziński
Zdjęcia Maciej Zalewski