II Przejście (2005)

II Przejście (2005)

II Przejście (2005)

 
29.X.2005r. o godzinie 6.30 z “Marysieńki” wyruszyli: Przemek Ćwiek, Gniewko Oblicki, Maciej Koziński, Bartosz Podkański i Mateusz Dejnarowicz. Około godziny 8.00 byliśmy na Szrenicy. Pół godziny później zaczęło nam towarzyszyć słonce. Od 10.15 odpoczywaliśmy 45 minut w schronisku Odrodzenie, a o 14.00 na Śnieżce. Dwie godziny później zrobiliśmy dłuższą, ponad godzinną, przerwę na przełęczy Okraj. Na Skalnik weszliśmy przy silnym wietrze już po zapadnięciu zmroku, gdzie do godziny 20.00 odpoczywaliśmy przy ciepłym posiłku. Na 22.00 dotarliśmy do miejsca planowanego noclegu na zamku Bolczów.
Na nasze szczęście akurat tej nocy cofaliśmy czas o godzinę – dało nam to szóstą godzinę snu – gdyż planowaliśmy wyruszyć dalej o godzinie trzeciej nad ranem. U większości z nas pojawiły się odparzenia stóp, a także odnowiły się wszystkie niewyleczone wcześniej urazy stóp, kolan czy bioder. Pojawiły się także siniaki na plecach od szelek plecaka. Mieliśmy za sobą 16 godzin marszu z czterema 45 minutowymi przerwami. W tym momencie z dalszej drogi zrezygnowali Przemek i Gniewko, na ich decyzję złożyły się właśnie problemy zdrowotne i głównie – inne zobowiązania (chociaż jak sami przyznali później – w takim stanie nie byli by w stanie dokończyć trasy).
Pozostała trójka ustaliła, że pierwszy posiłek będzie dopiero po wschodzie słońca. Ten długo oczekiwany moment nastąpił dopiero po czterech godzinach marszu non-stop. O 7.00 jedliśmy upragnione zupki chińskie i znienawidzone suszone banany na szczycie Barańca. Na dalszym odcinku pogorszył się stan Bartka. Narzekał on na powrót kontuzji kolana oraz otarcia stóp. Po kontakcie telefonicznym jego żona – Iwona, dostarczyła na przełęcz Widok inne buty. Dały one nadzieję na kontynuację marszu dla kolegi. Oprócz obuwia zostaliśmy także zaopatrzeni w wodę z sokiem i banany, za co bardzo DZIĘKUJEMY.
Kontynuowaliśmy trasę i po przejściu Łysej i Szybowcowej Góry oraz zaopatrzeniu w jedzenie w sklepie w Jeżowie Sudeckim zrobiliśmy dłuższy – godzinny wypoczynek na zboczach Godzisz. Po przerwie jednak okazało się, że Bartek nie da rady kontynuować próby. Zszedł razem z nami do Goduszyna, gdzie się rozstaliśmy.
We dwójkę ruszyliśmy dalej. Zdecydowaliśmy, że powinniśmy iść już bez odpoczynku. Przy narastającym zmęczeniu szliśmy bez przerwy od 15.00 do 20.30 – wtedy to na Wysokim Kamieniu (po przejściu Wojcieszyc, Piastowa, Bobrowych Skał i Zakrętu Śmierci) odpoczęliśmy 15 minut. Było już jasne, że uda nam się dokończyć trasę. Około 45 minut później stanęliśmy przy Marysieńce.
Euforię tłumiło zmęczenie. Trasę liczącą 125 km zrobiliśmy w 40 godzin – w tym 6 godzin snu i w sumie około 4 godzin odpoczynków i przerw. Na mecie stawiła się dwójka : Maciej Koziński i Mateusz Dejnarowicz.
Przyszłość
“- Z jednej strony szkoda, że nie wszyscy są w stanie ukończyć tę próbę, a z drugiej to dobrze, bo świadczy to o jej trudności” – te słowa zostały wypowiedziane podczas marszu – są one odzwierciedleniem jakości tej próby. To dla nas wyznacza możliwości dalszego rozwoju tego przedsięwzięcia. Jest parę sugestii – zawody indywidualne, dwójkowe, na czas lub z dodatkowymi próbami związanymi z poruszaniem się na linach itp.
Na pewno cała nasza piątka, przy wsparciu Grupy Karkonoskiej GOPR i Naczelnika Macieja Abramowicza, będzie starała się rozszerzyć i rozpropagować tę imprezę.
Jednak najważniejszym celem jest zachowanie w pamięci wielkiego człowieka tych gór, naszego przyjaciela i partnera w skałach i na nartach, tragicznie zmarłego Daniela “Danona” Ważyńskiego. Zginął w lawinie śnieżnej 8 lutego 2005 roku w Źlebie Slalomowym Kotła Małego Stawu.
Gdyby nie to pewnie szedł by razem z nami. Teraz my będziemy chodzić dla niego co roku tą trasą. Mateusz, który nie znał Daniela nawet z widzenia powiedział: “- Jeżeli podejmujecie taką próbę i tak wspominacie Daniela, to musiał być kimś wyjątkowym i muszę go cenić tak jak wy“.
Tegoroczne przejście kotliny Ku Pamięci Daniela Ważyńskiego, zakończone sukcesem, będzie początkiem corocznej imprezy dla Niego.
Gdy tak szliśmy drugiego dnia po łąkach, niedługo po rozstaniu z Bartkiem nastała chwila ciszy, może zadumy, może wewnętrznych wspomnień, padły wtedy słowa: “- Ciekawe czy Danon (przyp. pseudonim Daniela) wie, że to dla niego robimy…
Pewnie wiedział.